sobota, 11 listopada 2017

Sydney Long - australijskie malarstwo secesyjne

Mogę się założyć, że kiedy myślicie o secesji, to raczej nie przychodzi Wam do głowy Australia. Pomyślcie jednak o autralijskim krajobrazie, o naturalnych formach i widokach, które oferuje i o niezwykłej palecie barw. Uluru, samotny monolit, święta góra Aborygenów zmieniająca w fascynujący sposób odcienie skał w promieniach gasnącego słońca. Kaniony, baobaby, eukaliptusy, australijska sawanna i pustynie. Napływ nowych nurtów przełomu XIX i XX wieku, w tym symbolizmu i estetyki art nouveau, poprzedził moment narodzin słynnej Szkoły z Heidelbergu, czyli tzw. australijskiego impresjonizmu i zachwyt rodzimym krajobrazem. Na obrazach artystów z tego kręgu (Waltera Withersa, Arthur Streetona, Toma Robertsa, Charlesa Condera, Fredericka McCubbina, Jane Sutherland) znajdziecie energiczne pociągnięcia pędzlem, migotliwą paletę barw, farbę nakładaną na płótno hojnie i bez wstydu. Dzieła australijskich impresjonistów pozostają jednak pod silnym wpływem europejskiego realizmu i naturalizmu. Malarze z tej grupy jako pierwsi w krótkiej historii australijskiej sztuki (kolonistów, nie rdzennych mieszkańców) przedstawiali bez upiększeń, za to z czułością, surowy krajobraz. 


Spirit of the Plains1897)

Twórczość Sydneya Longa, nawet ta jawnie symboliczna, otwiera przed widzem to samo tajemnicze, egzotyczne i niedostępne piękno Australii. Trudno mi sobie wyobrazić taki hipnotyzujący efekt, jaki widzimy na obrazie, bez charakterystycznych, powykręcanych sylwetek drzew. Sydney Long poświęcił wiele spośród swoich prac studiom krajobrazu. Był niezrównanym akwarelistą, który za pomocą kilku plam potrafił przywołać poetycką wizję wschodu księżyca czy onirycznego tańca wśród drzew o cienkich, powyginanych pniach.

(resztę wpisu przeczytasz w trzy minuty)

czwartek, 9 listopada 2017

"Temat jest niczym, światło wszystkim" - Léonard Misonne

Nastrojowe fotografie belgijskiego mistrza piktorializmu z pewnością mają temat. Pejzaż, scenki rodzajowe, portrety. Możemy na nich zobaczyć ludzi z epok minionych. Ich zwyczajne czynności, codzienne zabawy. Krajobraz, w którym drobne postaci przebywają, budynki, podwórka, wnętrza. Rzeczywiście jednak to światło gra tu pierwszą rolę - pierwszą, bo stwórczą. I nie chodzi tylko o to, że fotografia istnieje dosłownie dzięki światłu. To blask, cień, rozbłysk i smuga wydobywają z impresyjnie rozmytych kształtów jakąś opowieść i nastrój. Nie tylko łowią lub dookreślają postaci, ale również zdają się je utrwalać w jakiś niematerialny sposób. Patrząc na te fotografie mam wrażenie, że ktoś zamknął ulotne chwile sprzed wielu, wielu lat w szkiełku. Dzieci bawiące się na plaży czy przechodnie w deszczu są jak prehistoryczny owad zatopiony w kropli żywicy. Missone powiedział: "Światło uwzniośla wszystko. Przekształca i uszlachetnia najbardziej powszechne i zwykłe przedmioty. Temat/obiekt jest niczym, światło jest wszystkim." (tłumaczenie moje)



Aż trudno uwierzyć, że Missone był z wykształcenia inżynierem tak wydaje się odległy od materii, tak poetycki i tak bardzo malarski jak tylko malarska potrafi być fotografia - po iluzję farby i pędzla.

(resztę przeczytasz w 2 minuty)

środa, 25 października 2017

Chryzantema w kulturze Japonii

Zarówno w kulturze polskiej, jak i japońskiej chryzantema kojarzy się z jesienią. Różnice kulturowe w tym symbolicznym powiązaniu pory roku i kwiatów są jednak nie tylko znaczące, ale i zaskakujące. W Japonii kwiaty chryzantemy są symbolem, którego oddziaływanie sięga daleko poza proste skojarzenie z cyklem natury, a ponadto, wiążą się z nimi pozytywne odniesienia. 

Nishimura Hodo, lata 30. XX wieku